niedziela, 17 listopada 2013

Prolog

- Kocham cię.
- Ja ciebie też - powiedział cicho, całując czubek mojej głowy i przyciskając mocniej do swojej piersi. - Najmocniej na świecie.
 Mogłabym przysiąc, że w tym momencie nie myślałam o niczym innym tylko o tym, jak bardzo go kocham i boje się, że już nigdy więcej mu tego nie powiem. Godzę się z rzeczywistością i znam prawdę, która boli. Boli jak tysiące noży wbite w serce, dziurawiąc je i zostawiając obolałe, zdane tylko na siebie, bo osoba, która podtrzymuje je przy życiu jest daleko od niego. 
 Chciałabym przestać o tym myśleć, przestać myśleć o tym, że nadejdzie taki dzień, taka pora roku, kiedy rzeczywiście zostanę sama. Bez niego, bez mojego ukochanego.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał - mruknęłam, mocno przyciskając twarz do jego szarej bluzy, raz po raz mocząc ją moimi słonymi łzami i zostawiając na niej plamy wielkości grochu, co, na szczęście, w tej chwili oboje nas nie obchodziło.
- Ja też nie chcę.
Jeszcze chwila i wybuchnę tu wodospadem łez.
- Ale musisz - westchnęłam.
- Muszę - przyznał.
 Nie.
 Usłyszałam ciche wibracje, wydobywające się z kieszeni chłopaka. Odsunęłam się od niego niechętnie i rękawami szarego swetra wytarłam resztki wyschniętych łez, samotnie spoczywających na moich policzkach. Tak samo samotnych jak moje serce przez kilka przyszłych miesięcy.
- Więc - odchrząknął znacząco, odrywając wzrok od ekranu telefonu i kierując go w moją stronę - Carly..
- Niall.. - powiedzieliśmy w tym samym momencie, po chwili parskając śmiechem w, moim zdaniem, nie najlepszej do tego sytuacji, co jeszcze bardziej nas rozbawiło. Po chwili jednak spoważniał.
- Chciałbym... - zawahał się - chciałbym, żebyś to nosiła. - wyciągnął z kieszeni jakiś przedmiot, nie byłam w stanie dostrzec co to takiego, ale nie musiałam się długo namyśleć, żeby odgadnąć, co trzyma w dłoni. - Pomyślałem, że kiedy spojrzysz na to, to... przypomnę ci się. Kiedyś.
 Uśmiechnął się tym swoim pięknym, chłopięcym uśmiechem, który, w niektórych momentach, jest w stanie zwalić mnie z nóg. Może to ostatni raz, kiedy go widzę?
- Daj rękę - polecił, a ja wykonałam jego prośbę, wyciągając rękę w jego stronę, by po chwili mogła zwisać na niej piękna, srebrno- czerwona bransoletka z wygrawerowanymi na niej symbolami. Turkawki.
- Pamiętałeś - uśmiechnęłam się, a w moich oczach ponownie wezbrały się łzy, choć, tym razem, nie bólu, a wzruszenia. - Obiecaj mi coś.
- Cokolwiek. - odpowiedział natychmiast.
 Wzięłam głęboki oddech, złapałam go za rękę i spojrzałam głęboko w oczy. Przełknęłam tworzącą się w moim gardle gulę, uniemożliwiającą mi powiedzenie czegokolwiek. 
- Wrócisz.
- Wrócę.
Ale czy na pewno?
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
Przyciągnął mnie do siebie i, obejmując jedną ręką w pasie, a drugą odgarniając zabłąkane kosmyki moich włosów z twarzy, z czułością musnął moje wargi swoimi. Poczułam iskry, tworzące się między nami i przepływające przez moje ciało za każdym razem, kiedy tylko miałam styczność z jego ciałem. Kolejne sekundy mijały, a z każdą przypływającą mój umysł błądził daleko po falach wyobraźni. Nie chciałam przerywać tej chwili, tego pocałunku.
 Być może ostatniego pocałunku.
 Chciałam, by ta chwila trwała wiecznie, chciałam trwać wiecznie, z Niallem u boku. Niestety odsunął nas od siebie i jeszcze raz spojrzał głęboko w moje oczy.
- Kocham cię.
Już niedługo.
- Nidgy cię nie zapomnę.
Owszem, zapomnisz.
- Wrócę.
Nie wrócisz.
-Obiecuję.
 Pogładził mnie delikatnie po policzku, a później widziałam go już tylko znikającego za rogiem łazienki, ciągnącego za sobą dużą, granatową walizkę. Ostatni szczegół, który utrwalił się, właściwie niepotrzebnie, w mojej pamięci, a którego nigdy nie zapomnę, bo jest ostatnim wspomnieniem, które mi po nim pozostało. 
 Z ciężkim oddechem i mocnym biciem serca, osunęłam się po ścianie ukrywając twarz w dłoniach by po chwili stłumiły one mój cichy szloch który zawładnął całym moim ciałem. Zawładnął nim tak mocno, że zaczęłam się niekontrolowanie trząść i krzyczeć, byle by zagłuszyć ból, który w tym momencie rozrywał moje ciało na strzępy i rzucał go w gorące płomienie, a ja, ciągle żywa, była świadkiem tego całego przedstawienia, tak jakby Bóg chciał ukarać mnie za wszystkie grzechy, które popełniłam w ciągu całego swojego życia. Straciłam właśnie osobę, której zaufałam, na której mi zależało, i która była dla mnie ważna jak nikt inny. Nie, on nie był dla mnie ważny. On jest  i będzie. Będzie, bo obiecał, że wróci. Obiecał.
 Kogo ja oszukuję?


___________

Soł,
witajcie w nowym opowiadaniu, fanfiction, sorry, pisanym przeze mnie. Nie jest to żadne tłumaczenie, tylko oryginalne opowiadanie mojego autorstwa, powtarzam tak tylko dla zrozumienia. Głównym bohaterem jest Niall, jak możecie się domyśleć oczywiście po prologu. I dla wstępnych pytań, jakby jakieś były, to Niall jest sławny i istnieje One Direction.
Rozdziały będą dodawane w zależności od mojej weny, no, dla przybliżenia to raz w tygodniu, może nawet dwa razy jak będę miała czas, jednak zwykle będę zapowiadała, kiedy pojawi się następny rozdział w notkach pod rozdziałami, więc keep calm.
Za błędy przepraszam, pierwszy raz piszę opowiadanie.
Komentarze będą dla mnie motywacją, więc jeżeli czytacie, to proszę chociaż o krótki komentarz co sądzicie, bo nie wiem, czy mam w ogóle dla kogoś to pisać. No i czy w ogóle powinnam pisać.
Dziękuję za uwagę :) 

7 komentarzy:

  1. Bardzo mi sie podoba i juz nie moge sie doczekac pierwszego rozdzialu .~Julia

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy i az nie moge sie doczekac jakie to przygody poznamy ;)
    Życzę Ci weny i wytrwałości,aniele :)
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy pierwszy rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  4. Już koham to opowiadanie *_* Team Niall, pozdrawiam, i czekam na nn ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na 1 roździał super opowiadanie *.*

    OdpowiedzUsuń